Mafadi Korona Europy
  Djeravica (Kosowo)
 
 

Djeravica,   Deravica,   Gjerovica 


Północnoalbański spacer po Górach Przeklętych.




 
Kosovo od dłuższego czasu wzbudzało nasze zaciekawienie a pierwsze przymiarki do odwiedzenia tego kraju pojawiły się pod szyldem Mafadi w 2014 roku. Jednakże każdorazowo ostrzegano nas, że o ile w ogóle udaje się komukolwiek stamtąd wrócić, to co najwyżej w skarpetkach i z głową pod pachą. Opowieści o wojnie, czołgach na ulicach i napadających na turystów terrorystach okazały się jedynie niczym nie popartym bajdurzeniem obieżyświatów, którzy nosa z domu nie wychylili Poziom bezpieczeństwa nie odbiega od innych krajów, sklepy są pełne świeżych produktów, ludzie niezwykle sympatyczni, zaś ceny dużo niższe niż w Polsce. Jeśli ktoś lubi owoce, warzywa, dobrą kawę i ceni sobie dobrej jakości pieczywo, to będzie zachwycony Kosovem.
 
Granicę kraju przekroczyliśmy skoro świt (ok. 5 rano). Najpierw wjeżdżając z Czarnogóry do Serbii w Bregovi a następnie w Brjniak (Bernjak) w Kosovie. Tradycyjnie bez kontroli samochodu i pytań o posiadanie dodatkowego OC. Odprawa trwała może z 3 min., po czym pojechaliśmy już prosto do Prisztiny, zaliczając Mitrowicę. I tutaj zaczyna się pierwszy etap naszej podróży po Kosovie, obejmujący jedynie zwiedzanie stolicy, po którym udaliśmy się do Skopje i na Korab.  Drugi etap to powrót do Kosova, gdzie od strony Macedonii musieliśmy już wykupić OC. Następnie z miejscowości Kacanik kierowaliśmy się do miasta Junik, z którego wiodą już szlaki w góry.



W razie problemów z odnalezieniem szlaku, należy kierować się na restaurację Trofta Junikut.



W dole znajduje się jeszcze jedna restauracja i chociaż ma dziki parking, to zdecydowanie bezpieczniej pozostawić przy niej samochód, niż na super parkingu wyżej. Wszelka komunikacja z miejscowymi wyłącznie po niemiecku  

Na miejsce dotarliśmy wcześnie rano tj. ok. 10, ale jak się okazało było to zbyt późno, aby wyruszać na tę górę. Postanowiliśmy więc się wynudzić w samochodzie poświęcając ten czas na odespanie podróży, picie kawy i przeczekanie ogromnej ulewy i burzy, która pojawiła się nieoczekiwanie około południa. Popołudnie natomiast upłynęło na dokarmianiu miejscowego psa oraz zgłębianiu tajników słownika polsko-angielskiego Noc również była obfita w atrakcje, ponieważ co kilka minut ktoś pukał w okna i pytał czy wszystko ok. W koncu nastał upragniony świt, który zwiastował wyjście w góry. Niestety jedyny kompan tej podróży niedomóg i tym razem pozostała samotna wędrówka w nieznane. 

Tutaj zaznaczyć należy, że wejście na Dierawicę w środku lata wymaga naprawdę dobrej kondycji, wysokiej odporności na zmęczenie i jeszcze większej na palące słońce. A jeśli ktoś nie chce przywozić z wyjazdów pasożyów, to równiż wysoka tolerancja na brak wody (są po drodze potoki, ale płynie w nich wszystko, co odżywiało zwierzęta na górze). Droga nie jest trudna technicznie, ale dystans jaki należy pokonać (ok. 45km) oraz fakt, że 90% drogi idziemy w palącym słońcu powoduje, że najprostsza ścieżka staje się wyzwaniem. Tutaj naprawdę o udar nie trudno, zaś mi samemu jedyną myślą, jaka kłębiła się w głowie, to że robienie tej góry w środku lata to istne szaleństwo... no ok., jak zwykle poszedłem własnymi szlakami  

W opisach wejść na Djerawicę najczęściej pojawia się czas 10-12h i nie ma w tym przesadyzmu. Nawet przy dobrej kondycji trzeba liczyć te 10h w obie strony. 

Szlaków jest kilka, zaś my wybieramy drogę wschodnią od wspomnianego Junik. Wejście na szlak prowadzi za restauracją, nad parkingiem. Należy iść cały czas prosto w górę, bez skręcania w lewo czy w prawo - choć te drogi wydają się dużo lepsze Przez kolejne 2h droga wiedzie przez las, wzdłuż potoku Erenik. Jeśli macie wrażenie, że się gubicie a szlak nie ma końca i bardziej wydaje się, że się schodzi niż idzie w górę, to znak, że jesteście na właściwej ścieżce. Charakterystycznym punktem po drodze będzie wypływające po prawej stronie drogi źródełko. Od tego punku do pierwszej przełęczy zostało już tylko 30min. 


 
Na rozwidleniu dróg skręcamy w prawo i od tej chwili zaczyna się naprawdę wykańczające podchodzenie pod górę, które będzie trwać kolejne 2-3 godziny. Droga leśna szybko zamieni się w utwardzoną drogę szrutową. Nią idzie się ok. 2h, a następnie znów następuje stopniowe przechodzenie w ścieżkę leśną. Zanim wejdzie się w zadrzewiony teren, po raz pierwszy naszym oczom powinna ukazać się Djerawica. 



Po 4-5h marszu widać też, jak bardzo daleko jest od celu. Kolejny etap to dojście do pierwszej osady Mire se Vini (choć do końca nie jestem pewien czy to nazwa osady)...



Następnie przełęczy Bejeshila e Smajl Ibraj 1745 m n.p.m.



I chwilę później kolejnej przełęczy Bjesha e Garceferit 1752 m n.p.m., z której dojście do szczyt to już kwestia ok. 3h. 



Do tego miejsca śmiało można dojechać (prawdziwym) autem terenowym, co pozwoli zaoszczędzić wielogodzinnej bezsensownej wędrówki przez szrutowe serpentyny. Tak więc jeśli macie takowe, to naprawdę warto zaryzykować. Poza kilkoma fragmentami nadającymi się wyłącznie dla terenówek, pozostała część drogi nie sprawia żadnych problemów. Pozostaje mieć nadzieje, że niebawem i to się zmieni, bo obecnie trwa tam wielka rozbudowa drogi i osad, co może zwiastować otwarcie się na turystykę   

Stąd można zrobić dwa podjeścia: zejść w dół i podchodzić doliną...



lub górą i wówczas należy kierować się na "grań", mijając 100m dalej po lewej stronie pierwszą chatę, zaś później kolejne 2


 
Osobiście robiłem podejście doliną, zaś zejście granią (tam też idzie właściwy szlak), ale zdecydowanie polecam iść górą. 

Wariant Dolina: należy zejść do doliny i kierować się w lewo, aż do ostatniej chaty. Za nią mniej więcej w linii prostej forsować góry. Niestety szlak tutaj ginie więc bez odpowiedniego doświadczenia po prostu zapędzicie się w problematyczną sytuację. Jeśli jednak koniecznie wybierzecie ten wariant, to należy iść w górę potoku. Następnie po skale w górę, aż dojdziecie do jagodzin. Szczyt jest nad głową, ale bez liny samobójstwem jest pchać się w górę, dlatego trzeba obejść go kierując się w prawo (w stronę osady). Jest to dzikie trawersowanie ściany pokrytej jagodzinami, co przy śniegu lub wilgoci kończy się lotem jakieś 400-500 m. Nastepnie kierujecie się  w górę do przełęczy. Na wąskiej grani macie kuszący szczyt po prawej oraz kupę kamieni po lewej. Aby dotrzeć na Dierawicę należy przejść prawą stronę zbocza gołoborzem. Po ok. 40min. dochodzi się do żlebu. Teraz już tylko 100 metrów w górę i jesteście na szczycie. 







Wariant grań: dużo łatwiejszy i szybszy a przede wszystkim biegnący szlakiem. Również tutaj niemal pewnym jest zgubienie szlaku w okolicy chat. Należy kierować się na wodospad a następnie łagodnym zboczem przed siebie. Po ok. 40min. sielankowego spaceru zaczyna się przedzieranie przez skały i szukanie wśród nich szlaku. Ścieżka prowadzi do ściany, następnie nad jezioro, przez jezioro i w górę na przełęcz, którą dochodzi się do kopuły szczytowej. Tutaj urywa się szlak, zaś jedynym pomysłem, jaki przyszedł mi do głowy to okrążenie kopuły po lewej stronie (patrząc z perspektywy wchodzącego tą drogą). Trawersowanie to jest niebezpieczne również latem! Niestety żaden inny pomysł nie przychodził mi do głowy, a ścieżki i tak kiepsko widoczne z góry nie były już takie łatwie do oceny poniżej.  













Z braku możliwości odnalezienia szlaku padło na wariant trudniejszy. To był pierwszy błąd. Drugim błędem było przejście przez potok i wybranie jeszcze krótszej drogi wzdłuż żlebu, aby wejść po pionowej ścianie na coś, co wydawało mi się szczytem. Tutaj na szczęście z pomocą przyszli pasterze, którzy przerażeni objaśniali, że droga na szczyt prowadzi gdzie indziej. Zerowa znajomość serbskiego pozwoliła mi jedynie na zrozumienie gestów, że chcąc zdobyć górę należy ją obejść idąc w górę potoku, a nie starając się wyruszyć na pionową skałę. Podziękowawszy za dobrą radę udałem się we wskazanym kierunku jednak nie zrozumiałem już, że kopułę należało obejść z lewej a nie z prawej. Dzięki czemu udało się skomplikować i tak trudną już opcję W ten oto sposób po bezsensownym i ryzykownym wyznaczaniu własnej drogi na Dierawicę udało się dotrzeć do celu. 





A z góry przepiękny widok na Góry Przeklęte (Prokletije).











Dostrzegając z góry fragmenty ścieżek na zejście było już dużo łatwiejsze  









Droga powrotna była dużo łatwiejsza, przez co i szybsza. Dodatkowo w lesie przy opisywanym powyżej źródełku udało zatrzymać się woźnicę dzięki czemu pokonując ostatni fragment lasu konno udało się zaoszczędzić ok. godzinę. Diejawica została zdobyta w 9h, z czego przynajmniej 2h były stracone na wyznaczanie własnych dróg. W tym czasie J. udało się uchować samochód od kradzieży przez cyganów, odnaleźć czterołapnego towarzysza i uniknąc niezręcznego oblewania z woźnicą szczęśliwej zwózki. 

W momencie ruszenia w dalszą drogę nad górami znów rozpętała się burza  


Informacje techniczne 
Start: Junik, spod restauracji Trofta Junikut
Podjazd w górę: 10min.
Wejście na górę: 7-9h ; bez podjazdu + 20 min.
Zejście: 4h ; bez podjazdu + 10min.
Woda: Pitnej brak. Potoki i jezioro służące za wodopój zwierzętom.
Stopień strudności: latem łatwy, zimą średni miejscami trudny.
Poziom bezpieczeństwa: standardowy. 
Infrastruktura drogowa: w kraju bardzo dobra. Pod Djerawicę 50% drogi można pokonać terenówką.
Ceny produktów: taniej niż PL. np. kawa w restauracji 0.50e 
Cena paliwa: jednostkowo 30% taniej niż w PL Wydajność 90% lepsza. 
                  Spalanie w PL 9.5L/100 po zatankowaniu w Kosowie 4.3L/100km
Ilość zużytej wody pitnej: 3L 
Zagrożenia: cyganie! 
Warto zabrać: duży zapas wody.


*******************************************

Zainteresował Cię nasz wyjazd? 
Chcesz podzielić się z nami swoją opinią? 
Napisz:
 http://mafadi.pl.tl/Kontakt.htm 








Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (21 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=