Mafadi Korona Europy
  Grauspitze (Lichtenstein)
 


Grauspitze 

+

Naafkopf

Najwyższy szczyt księstwa Lichtenstein owiany jest wieloma legandami i tajemnicami. Do tych najbardziej znanych z pewnością należą te o niebotycznych trudnościach a wręcz niemożliwości wejścia na jego wierzchołek. Czy jak w każdej legendzie, tak i w tej tkwi ziarno prawdy? O tym najlepiej przekonać się samemu.

Na szczyt prowadzi kilka dróg, jednak bez względu na to, którą z nich wybierzemy pod samą kopułę szczytową podejść i tak musimy od strony szwajcarskiej. My wybieramy wejście najbardziej żmudne i chyba najdłuższe z możliwych - z Malbun (Lichtenstein). O tym wariancie decyduje kilka czynników: chęć zdobycia Naafkopfa, znajomość 3/4 trasy z poprzednich wyjazdów, dostęp do wody (potoki na trasie) oraz w razie awarii schronisko. 

Do Malbun docieramy 23 czerwca ok. godz. 9:00. Jest jeszcze stosunkowo chłodno (miejscowość leży na wysokości Śniezki), więc śniadanie jemy ubrani w polary, popijamy ciepłą zupą i świadomi tego, co nas czeka leniwie zbieramy się do wyjścia. Samochód zostawiamy na pezpłatnym parkingu tuż przed wjazdem do miasteczka.

Droga prowadzi prosto przez miasteczko (ponoć jest alternatywny szlak, który skręca w lewo na głównym placu, ale lepiej nie eksperymentować tym bardziej, że dobra pogoda na Grau to jak wygrana w totka i szkoda ryzykować utratą każdej godziny) czyli przez ok. 700m od parkingu. Następnie za sklepikami a przed fontanną skręcami pomiedzy domami w prawo i trzmając się prawej strony idziemy w górę. Po pokonaniu ok. 300m docieramy na szlak - musimy za domami skręcić w lewo i kierować się w stronę kolejki.




Stąd już wiedzie prosta droga w górę, aż do stacji kolejki (w budowie).



Jest to jednocześnie najbardziej męczący odcinek, który pokonujemy idąc aż do przełęczy, na której znajduje się obrotowa "bramka".

 





Przejście tego odcinka nie powinno zająć więcej niż 60 min. Dalej będzie już z górki  


Z przełęczy musimy dostać się do schroniska i tu mamy 2 drogi. Jedna odchodzi w lewo i pnie się w stronę okolicznych szczytów druga wiedzie w dół. Polecam wybrać trasę łatwiejszą - decydując się wejść na Graua naprawdę będzie jeszcze okazja się namęczyć. Teraz czeka nas łatwy i przyjemny odcinek z nielicznymi, ale za to łagodnymi, podejściami pod górę. 



Robi się coraz cieplej, co bezpośrednio ma wpływ na coraz większą zadyszkę, ale zmęczenie rekompensuje widok na Naafkopf, który będzie nam towarzyszyć aż do schroniska. 




Po niespełna 3h docieramy do schroniska, gdzie robimy sobie godzinną przerwę na śniadanie, odpoczynek i podziwianie widoków. Mając przed sobą cały dzień postanawiamy na lekko wejść na Naafkopf. To szczyt pełniący rolę naszego Giewontu i choćby dlatego warto na nim stanąć. Trasa w obie strony zajmuje ok. 90min. i co najważniejsze, ze szczytu można ocenić warunki panujące na Grauspitze. Na górę prowadzi prosta ścieżka a szlak jest dobrze przygotowany. 





I jeszcze kilka widoków z góry

 

Aby dotrzeć na Grauspitze należy za krzyżem przejść przez obrotową bramkę (taką samą jak wcześniej na przełęczy) i łagodnie zejść w dół. Od tej pory jesteśmy w Austrii. Bez względu na to, czy wybierze się opcje z wejściem na Naafkopf czy nie, bramkę i tak mija się na szlaku więc jej odnalezienie nikomu nie sprawi problemu. Teraz rozpoczyna się bardzo długa wedrówka w kierunku Grauspitze...

Droga wiedzie wąską ścieżką, która po przejściu krótkiego (ok. 50m) ubezpieczonego w stalowe liny odcinka, stopniowo będzie robić się coraz szersza. Po drodze nie ma niczego na tyle charakterystycznego, aby mieć punkt odniesienia. Po prostu góry, łąki i nic więcej. Na szczęście szlak jest znakowany i wystarczy trzymać się oznakowań. 




 








Po ok. 3 godzinach od wyjścia spod schroniska, pokonaniu kilku podejść i kilku zejść, przejściu przez kilka polan i otarciu się o kilka skał  docieramy do rozwidlenia szlaków:


Z Pfalzerhutte przyszliśmy, idąc w lewo dojdziemy do schronu. Na Grau należy odbić w prawo uważając, aby nie zgubić wydeptanej ścieżki. Droga wiedzie wzdłuż granicy Szwajcarskiej. Z daleka powinnien być widoczny słupek a nim tablica inf.
 



Idziemy jeszcze kilka metrów przed siebie. Jesteśmy na przełęczy (niestety nie pamiętam nazwy szczytu) na wysokości nieco ponad 2300 metrów. To mniej więcej połowa drogi! Wprawdzie Grauspitze nie jest jeszcze stąd widoczny, ale możemy podziwiać majestat Falknisa i przy dobrej pogodzie widać będzie niższy wierzchołek Grauspitze (Hinter-Grauspitz). Z przełęczy musimy zejść w dół (ok. 900m) do doliny, gdzie znajduje się dom pasterski. Generalnie, widząc już zabudowania, kierujemy się skrajnie na prawo, aż do nurtu potoku. 



Zejście powinno zająć nie więcej niż 2h. Oczywiście wszystko zależy od pogody i kondycji Niemniej te niepozorne odległości to naprawdę bardzo długie odcinki.



Mniej więcej ok. godz. 19 docieramy do widocznych chatek. Jakieś 100 m przed nimi rozbijamy obóz. To tutaj spędzimy najbliższą noc. Decyduje o tym kilka czynników: dostęp do świeżej wody, zmęczenie całodziennym upałem, stosunkowa późna godzina (na szczyt trzeba stąd liczyć ok. 5h w jedną stronę) i niepewna pogoda - na drugi zapowiadają załamanie pogody. Zostajemy więc na mostku, gotujemy ciepły posiłek i idziemy spać. W nocy temp. spada do ok. 2 stopni. 



Pobudka godz. 3:50. Szybkie zagotowanie wody na kawę/herbatę, zwinięcie obozowiska i ruszamy. Za plecami pozostawiamy wodospady i potok, zaś sami kierujemy się w stronę chat a następnie w górę. To najtrudniejszy orientacyjnie fragment drogi na szczyt.

Należy przejść chaty, dostać się na górę na grań a następnie do przełęczy. Dalej idziemy już w prawo granią na szczyt. Punktem odniesienia może być jedynie oczko wodne na najbliższym wzniesieniu. Warianty wejścia są dwa, co zobrazowane jest na zdjęciu poniżej. Podejście prawą stroną jest łagodniejsze, lewą - krótsze.  



Przejście od mostku do przełęczy powinno zająć 2 max. 3 godziny. 



Na przełęczy w prawo i za ok. 30 min. jesteśmy pod szczytem małego Graua... 



A stąd już prosta droga na szczyt. 



Na górze nie ma zbyt wiele miejsca, ale przecież jesteśmy tutaj dla widoków a nie dla nasiadówki
Na wierzchołek docieramy ok. 8 rano. 




Widok ze szczytu na grań Grauspitze.





Po chwili odpoczynku i zaczeprnięciu oddechu wracamy na grań, którą przyszliśmy. Stąd, trawersując ścianę małego Graua staramy się dostać na Voder Grauspitze. 



Po pokonaniu ok. 300 metrów okazuje się, że nie damy rady zrobić przejścia ścianą. Z każdym krokiem robiło się coraz bardziej pionowo i coraz bardziej krucho. Jedynym rozwiązaniem było wrócenie do grani i obniżenie się na "lodowiec". 




Mając raki, czekan i linę drogę pokonujemy wyjątkowo sprawnie i szybko. Poza kilkoma fragmentami, wymagającymi gimnastyki, nie napotykamy żadnych przeszkód.



 





Po ok. 90 minutach przedzierania się przez skały i śnieg docieramy do przełęczy na grań.





Po prawej (całe zdjęcie wyżej) grań głowna i na końcu wierzchołek Hinter-Grauspitze po lewej... kopuła czegoś, co wzęliśmy za szczyt.

 





Nasza radość nie trwa zbyt długo... miała być skrzynka a jest kopczyk, mieliśmy być na grani a jesteśmy na czymś odstającym z boku i otoczonym przepaściami... jednym słowem: to nie tu powinniśmy być. Po chwili wytchnienia zaczynamy się rozglądać i nadal nic się nie zmienia... z każdej strony przepaść a jedyny szczyt, który jest jakieś 50 metrów od nas dzieli potężna przepaść. Perspektywa zejścia ok. 2000m do doliny, aby znów wdrapywać się na coś, co jest tuż obok wymusza na nas eksplowację kopuły tym bardziej, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to właśnie tam jest Voder-Grauspitze. 

Po wymianie kilku przemyśleń, wzrostu poziomu zaciekłości i determinacji by więcej tutaj nie wracać udaje się znaleźć alternatywną ścieżkę - trudno mówić tutaj o szlaku, która z początku stroma i bardzo wąska, prowadzi na kolejną grań... 

Zostawiamy więc plecaki i biorąc już tylko telefony ruszamy przed siebie...





Za plecmami zostawiamy nasze coś z plecakami (po prawej) i piękną granią z Hinter-Grauspitze po lewej. Minutę później przed nami stos kamieni a w nim... czekająca na nas skrzynka  Jesteśmy na szczycie! Grauspitze zdobyty. 





Zejście do parkingu zajmie nam kolejne 10h z godzinną przerwą na piwo w schronisku. Drogę powrotną już znacie  

Grauspitze pozostanie szczytem, który wyznacza połowę drogi po Koronę Europy. Technicznie okazał się jednym z łatwiejszych szczytów, na których byłem jednak kondycyjnie z pewnością nie jest górą, na którą po prostu się wchodzi. To wielogodzinne podejścia i zejścia, podejścia i zejścia. Fakt, że pewnie można łatwiej i szybciej, my jednak wybierając najdłuższą trasę możemy powiedzieć, że faktycznie przeszliśmy Alpy należące do Lichtensteinu. Wiele w osiąganiu sukcesu zależy także od pogody. Nam towarzyszyło palące słońce w dzień, niska temperatura w nocy i deszcz podczas ostatnich 3 godzin schodzenia. Mimo wszystko było to moje najlepsze pogodowo wchodzenie na ten szczyt. I na koniec jeszcze mała ciekawostka na temat krążących opowieści dotyczących szczytowej księgi pamiątkowej, jakoby wpisy w niej były od 1995 roku, co ma świadczyć o trudnej dostępności tego szczytu. Owszem, jest księga, są wpisy ale.. od 1993  



 


         **************************************************

 


 

Zainteresował Cię nasz wyjazd? 
Chcesz podzielić się swoją opinią lub uzyskać więcej informacji?

Napisz:

 

http://mafadi.pl.tl/Kontakt.htm 

 

 

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (19 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=