Mafadi Korona Europy
  Triglav (Słowenia)
 
 
Triglav
 
(13 sierpień 2015)


Zobacz też relację z zimowego wyjazdu na tę górę TUTAJ

Powrót na najwyższy szczyt Słowenii był tylko kwestią czasu. Miłe przyjęcie w schronisku w maju oraz niedosyt zmierzania się z Triglavem to głównie czynniki, które sprawiły, że wrócił w to miejsce każdy z nas, chociaż w różnym czasie
 
Podróż z Chorwacji okazała się szybka i bezkolizyjna a po spacerze na Dinarę, przyszedł czas na prawdziwie wyczerpujące wejście. Dlatego mimo dotarcia pod Aljazev dom nad ranem 12 sierpnia wejście odłożyliśmy na następny dzień.



Dzięki tej decyzji był czas na odpoczynek, zrobienie zakupów, wyskoczenie do włoskiego Tarvisio i austriackiego Villach. Znalazł się też czas na piknik gdzieś na serpentynie w drodze na Podkoren. Wieczorem ponownie pojawiliśmy się pod Aljazev dom, gdzie znajdując darmowy parking poszliśmy na kawę. Sympatycznym akcentem była reakcja pracującej tam pani, która od razu spostrzegła: a ty byłeś tutaj zimą... w maju  

Po krótkim rekonesansie nastał czas, aby rozejrzeć się za noclegiem. Intuicja starego górołaza zadziała i zaledwie po kilku minutach w zaroślach ukazała się stara opuszczona chata. 



Idealne miejsce na ulokowanie się razem z samochodem W ten oto sposób będąc o rzut kamieniem od cywilizacji udało się znaleźć miejsce na nocleg, kolację i zostawienie samochodu. Przy winie prosto z Jeruzalem, no dobra prosto z marketu, ale butelkowane w Jeruzalem przyszedł czas na obmyślenie trasy. Triglav miał być zrobiony w jeden dzień z pominięciem najłatwiejszych tras. Wkrótce nastał zmierzch, który wymownie sugerował, że skoro chce się ten ambitny plan zrealizować, to na nic siedzenie po nocach Ostatnie promienie słońca rozpływały się na spowitych śniegiem wierzchołkach a nam zaczynał dokuczać sen

Noc była chłoda i bardzo wilgotna, jednakże postanowiliśmy nocować na zewnątz. Ok. godz. 1-2 do znalezionej miejscówki dobiła jeszcze jedna ekipa, ale było za zimno, aby wynurzyć nos spod śpiwora i urządzać konwersacje. 

Piękny poranek pozwolił szybko się rozgrzać i po ok. 20min. pakowania obozowiska, nastał czas na zmierzenie się z górą. 





Wejście klasyczne przez drogę poznaną w warunkach zimowych - Prag. 





Również latem trzeba tutaj uważać. Szczeliny skalne są naprawdę głebokie a w wielu z nich śnieg zalega przez cały rok. Zimą są one potwornie niebezpieczne, dlatego poruszanie się w takim terenie wymaga nie tylko umiejętności, ale i sporo szczęścia. 





Po ok. 3h Triglavski dom



Mijając schronisko bokiem po ok. 30 min. osiągamy pierwszy cel: Mały Triglav







A następnie droga ferratą wiedzie już po cel właściwy.









W końcu tuż przed godz. 12, po 4h marszu w upale pod górę szczyt



Na górze ogromny tłum uniemożliwiający znalezienie miejsca, aby usiąść. Śpiewy, gitary, zimne piwo... W końcu udaje się znaleźć skrawek skały, na którym następuje 30 minut zasłużonej przerwy a następnie zejście do cudownie z góry widzianego Aljazev dom, które okazało się nie mniej wyczerpujące niż droga na górę. Powrót idzie jednak sprawnie i po wyznaczeniu kilku własnych szlaków w końcu ukazuje się rozwidlenie szlaków: Prag lub Tomickowa. Tutaj pojawia się też grupa sympatycznych Polaków. 



Zapytani czy potrzebują w czymś pomocy, wody, jedzenia itp. odpowiadają, że nie i udają się Pragiem do schroniska. Nastaje więc czas na podjęcie decyzji... Dobrze znany i łatwiejszy Prag czy nieznana i zdecydowanie trudniejsza Tomickova, którą nawet nie wiadomo ile czasu się schodzi? Zważywszy na potworne zmęczenie, skatowanie upałem, potworny ból kręgosłupa i kolan (odezwały się kontuzje), niewielkie ilości wody, brak śniadania, obiadu i posiadanie 10 wafli ryżowych na dnie plecaka na zastanawianie się nie potrzeba było zbyt dużo czasu - Tomickova!  







Moje ulubiony trasy z cyklu: zgadnij, gdzie idzie szlak



Im niżej tym wcale nie jest łatwiej. Wprawdzie są ferraty, ale czasem naprawdę trudno je odnaleźć, zaś pod nogami mija się urwisko, za urwiskiem, które naturalnie trzeba obejść.





lub wejść do środka...



aby znów wejść na kolejną ferratę.



 
W końcu po mozolnym zejściu ukazało się schronisko. Tak bliskie i tak dalekie zarazem.  
 
 
 
Pod Aljazev dom udało się dotrzeć ok. godz. 18 i była to chyba jedyna góra, po zrobieniu której nogi odmawiały posłuszeństwa, ale tylko przez chwilę, bowiem zaburzony rozsądek kazał już gnać za kolejną górę co uczynilismy jeszcze tego samego wieczora  
 
Triglav był ostatnim celem bałkańskiej wyprawy i tym samym zamykał plany wyjazdów w sezonie letnim 2015. Czy jednak był ostatnim w tym roku? O tym dowiecie się już wkrótce z kolejnych relacji

Zobacz też relację z zimowego wyjazdu na tę górę TUTAJ

*******************************************

 
Chcesz podzielić się swoją opinią? 
Napisz:


 http://mafadi.pl.tl/Kontakt.htm 
 
 





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (16 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=