Mafadi Korona Europy
  Zła Kołata (Czarnogóra)
 
 

           Zła Kołata 
 
                        
             
          Przekleństwo gór przeklętych



Żaden inny szczyt nie dał nam tak w kość i nie przysporzył takich problemów topograficznych, jak Zła Kołata. Niewyobrażalny upał, ziemia spalona słońcem, brak oznakowanego szlaku, zaledwie kilka metrów drogi w cieniu i stada wilków kroczące za plecami. Tak w skrócie wygląda szlak na Kołatę a jest to dopiero początek wrażeń. Mimo wszystko naprawdę warto doświadczyć tego niepowtarzalnego klimatu. 

Do zdobycia szczytu podchodziliśmy w dwóch sezonach: 2015 i 2016 z czego w 2015 roku po trzeciej próbie odnalezienia drogi zrezygnowaliśmy z dalszych poszukiwań. W tym okresie zjechaliśmy całą Czarnogórę, poznaliśmy wszystkie możliwe drogi na Kołatę i przestaliśmy budzić sensację wśrod tubylców. 


Sezon 2015 

Do Czarnogóry docieramy po zdobyciu Maglicia z BiH. Wpierw kierujemy się do Podgoricy, gdzie robimy szybkie zakupy i choć stolica do tanich nie należy, to warto spróbować tutejsze warzywa i owoce. Następnie udajemy się prosto do Vusanje. Dróg jest kilka, wybieramy opcję pośrednią i szybko orientujemy się, że był to błąd. Niekończąca się serpentyna w górę, zaś szerokość drogi pozwala co najwyżej na swobodne mijanie się rowerzystów. Widoki nieziemskie - o ile akurat nie jest się kierowcą Zachowując spokój pniemy się w górę. Godzina, po godzinie... 





Aż docieramy do małego miasteczka Gusinje. Jesteśmy u podnóża Kołaty Stąd należy kierować się do Vusanje - mała wioska przy granicy z Albanią, do której dotarcie nie powinno przysporzyć problemów. Trzymamy się głównej drogi, zaś przy punkcie informacji turystycznej skręcamy w lewo do wioski, naprawdę trudno ten zjazd przeoczyć. Następnie jedziemy cały czas trzymając się głównej i jedynej drogi. W ten sposób docieramy nad potok, gdzie na rozdrożu skręcamy w lewo pnąc się delikatnie pod górę. Następnie wąską ścieżką mijamy jeden meczet i chwilę później drugi. Stąd rozpoczyna się wejście na szlak. Parkujemy na parkingu za meczetem (w 2016 nie można już było na niego wjechać) i robimy rekonesans. Pogoda nie zachwyca. Deszcz wisi w powietrzu, góry toną w chmurach, zaś popołudniowa pora nie pozostawia złudzeń, że wejście na szlak musimy odłożyć na kolejny dzień. 



Podchodzimy jedynie kawałek w górę dzięki czemu wiemy, czego się spodziewać. Szlak wygląda przyjemnie, zaś zdobycie szczytu wydaje się być proste. Pełni optymizmu schodzimy do samochodu, zjeżdżamy do Gusinje na kawę i pizzę, a następnie wracamy nad nasz potok. Od wieczora do rana pada deszcz. 

Wychodzimy rano, jednak szybko orientujemy się, że na poprawę pogody nie ma co liczyć. Postanawiamy odpuścić Kołatę i wykorzystać ten czas na Korab - wrócimy do Vusanje za parę dni. 

Powrót napawał nas optymizmem tym bardziej, że do Korony dołączył Korab i Djeravica, zaś Vusanje tonęło w pełnym słońcu. Wychodzimy skoro świt, zaś ścieżka nie odbiega od opisów osób, które były tutaj przed nami - do czasu Trawersujemy zbocze, mamy pod sobą wioskę...




pokonujemy całą drogę, mijamy groby miejscowej rodziny, zabudowania, betonową kładkę, dochodzimy do potoku. Następnie idziemy wzdłuż jego nurtu aż... droga się kończy. Wchodzimy w las, po którym kręcimy się kolejne 2h. Ambitny plan kończy się powrotem do samochodu. Na dole pytamy lokalnych chłopców którędy idzie szlak. Okazuje się, że szliśmy dobrze i należało wejść w las. Dla pewności jedziemy do IT, gdzie nie uzyskujemy żadnej sensownej informacji. No cóż... zasypiamy z nadzieją, że czwarte podejście okaże się tym właściwym. Z gór słychać nawoływania wilków, niebo tonie w gwiazdach a noc robi się coraz chłodniejsza.

Tego dnia postanawiamy, że Kołata będzie nasza! Zgodnie z inf. idziemy do punktu wczorajszego zabłądzenia i postanawiamy przejść las. Oznaczeń wprawdzie nie widzimy, ale i tak nie ma innej drogi, więc maszerujemy. Maszerujemy... maszerujemy... w końcu docieramy do jakiegoś wąwozu, przecinamy go i znów pniemy się w górę. Pojawiają się schody! Radość szybko jednak gaśnie, gdyż przed nami wyłaniają się totalnie dzikie góry i żadnej ścieżki w zasięgu wzroku. Podchodzimy dalej, pojawia się butelka - dobry znak, później but wreszcie jesteśmy na jakiejś polanie, co kawałek wyleżana trawa, ruiny domków pasterskich, słońce pali niemiłosiernie, ale w zaparte idziemy po skałach wyżej i wyżej, aż... droga się kończy. Kołaty jak nie było, tak nie ma! Cisza zlana słońcem i nikogo, poza nami. Nagle olśnienie! Wyleżala trawa nie jest efektem upału, ale to najzwyczajniej legowiska wilków! Robi się coraz ciekawiej... W bezpiecznym miejscu (takim, gdzie w razie rozszarpania przynajmniej widać, że nagłe zniknięcie kompana nie wynika z wpadnięcia w szczelinę skalną) postanawiamy się rozdzielić. Jedno z nas dociera na przełęcz a następnie wdrapuje się na szczyt. 



Ze szczytu "czegoś" widać stary zarośnięty szlak. Częściowo zrujnowany i właściwie możliwy do zlokalizowania tylko z góry. Jedno jest pewne... nie jest to Kołata, jesteśmy najprawdopodobniej w Albanii w paśmie Gór Przeklętych i jeśli nie zejdziemy do zmroku możemy mieć spore kłopoty nie tylko ze względu na legowiska wilków, ale też dlatego, że w nocy temp. spada tutaj poniżej zera. 

Niestety kolejny raz z rzędzu nie udaje się zdobyć szczytu, nie mamy też czasu, aby spędzać w tutaj następny dzień. Zachwyceni dzikością gór, ale i z ogromnym niedosytem jedziemy w kierunku Dinary. Szlak na Złą Kołatę będzie nam zaprzątać głowę kolejny rok

Sezon 2016

Ponieważ nikt nie lubi porażki, to Czarnogóra była głównym celem w roku 2016, aby zmyć z siebie te ciążącą gorycz sezonu poprzedniego. Należało rozprawić się z Kołatą na dobre Droga była nam już dobrze znana, szlak studiowany na mapach dziesiątki razy, kondycja utrzymana... pozostawało jechać! 

Cóż nowego? Zlikwidowano parking za meczetem, potok wysechł a jego koryto stało się składowiskiem śmieci, powstało za to wiele pensjonatów (można swobodnie dogadać się po niemeicku, nieco gorzej po angielsku), rozwinięto też wcześniej istniejącą wcześniej i nadal darmową bazę campingową, na której i my się ulokowaliśmy - kierunek: Jezerca - asfaltową drogą ok. 200m niżej. Po kolacji zasypiamy w aucie. Skoro świt ruszamy w górę. Jak prowadzą znaki za meczetem skręcamy asfaltem w górę, następnie drogą szrutową cały czas przed siebie. Po ok. 20 min. dochodzimy do ostatnich zabudowań (tutaj znajdują się przydomowe groby 3 osób).



I dalej cały czas prosto



Tam zawędrowaliśmy ostatnio



aż dochodzimy do "rozwidlenia" szlaku. Miejsce, od którego zależy czy w ogóle odnajdziemy Kołatę. To właśnie tutaj każdorazowo gubiliśmy się w zeszłym roku. 



Schodzimy ze szlaku w krzaki, by po ok. 200-300 metrach dostać się na polanę. Za plecami powinniśmy widzieć wspomniany wyżej przysiółek.



Mozolnie idziemy w górę, aż po 30 min. dochodzimy do lasu (po lewej). Dziwne formacje drzew przenoszą nas w bajkowy świat jednocześnie dając jedyne na całej trasie schronienie przed słońcem.   



Ten jedyny w swoim rodzaju las pokonujemy w ok. 10 min., gdzie wychodzimy na kolejne łąki. Tutaj trzeba po prostu iść przed siebie. W końcu dochodzimy do zagrody pasterskiej (wcale nie jest opuszczona, co notorycznie powielane jest we wszystkich relacjach). 



Należy iść cały czas przed siebie w górę. Po prawej stronie towarzyszy nam już doskonale widoczny wierzchołek Kołaty - ten na drugim planie. 



Ze szlaku schodzimy dopiero wówczas, gdy po naszej prawej stronie pojawią się niewielkie formacje skalne. Należy je przejść, co zajmie nam 5-10 min. a następnie iść w kierunku widocznej polany. 



Logika nakazuje nam iść lekko w prawo, jednak szlak wiedzie doładnie na wprost w kolejną grupę skalną. Szybko wdrapujemy się na skałki i po omacku idziemy przed siebie. Po drodze napotykamy zarośla malin, które kuszą nas swoją słodyczą. Po krótkim przestoju idziemy dalej... 



Błądzenie po skałkach zajmuje nam kolejne 20-30 min., zaś pod koniec formacji znów pojawiają się oznakowania szlaku. 



Tym sposobem docieramy do kolejnej polany. To skrzyżowanie szlaków na Kołatę z Vusanje i Plav. W tym miescu napotykamy też rozbity namiot turystów i lokalnych pasterzy. 



Po lewej stronie znajdują się wierchy prowadzące do Plav, za plecami mamy szlak, którym przyszliśmy. Na Kołatę musimy odbić w prawo. Na najwyższy punkt (coś podobnego jak podejście pod Zawrat), gdzie bardzo szybko nabieramy wysokości. Na szczycie okazuje się, że przed nami do pokonania pozostają kolejne łąki. Kołata chwilowo znika z pola widzenia, zaś kolejne 90min. to droga przez gołoborze, przerywane łąkami, gdzie szlak jest bardziej umowny niż realnie zauważalny. Należy naprawdę uważać, by nie skręcić kostki. W końcu pojawia się masyw Kołaty. Podchodzimy od prawej strony wąwozu, aby na samym jego końcu, przy przełęczy przedostać się na lewo! 



Po drodze jeszcze jaskinia - tych jest tutaj naprawdę sporo, ale ta leży ewidentnie na szlaku. 



I cel w pełnej okazałości... 



Upał jest nie do zniesienia, robi się coraz cieplej, zaś na górę pozostają ok. 2h ostrego podejścia. Najpierw jednak należy dojść do przełęczy i tutaj znów niemiła niespodzianka... oznaczony szlak wiedzie w prawo na pobliski szczyt. Wszystkie znaki na niebie i ziemi i sugerują, że właśnie tam jest Zła Kołata. Wędruję więc na prawo, ale intuicja nakazuje mi zawrócić i jednak skręcić w lewo. Tylko czy pionowa ściana, która za chwilę przede mną wyrośnie sugeruje na łatwe tzn. znakowane podejście? Podchodzę... podchodzę... te kilkadziesiąt metrów zdaje się nie mieć końca. Pod kamieniami dostrzegam ukryte plecaki... a więc nie jestem sam. Podchodzę ostro w górę trzymając się prawej strony i oto wynurza się na horyzoncie para. Nieśmiało pytam czy idę w dobrą stornę i ... okazuje się, że trafiłem na Polaków. Przecinam żleb przedostając się na jego drugą stronę i dochodzę do jęzora lodowca - a raczej pozostałości po dawnym lodowcu. Tutaj grupa wprawionych w boju mężczyzn zapewnia mnie, że jestem we właściwym miejscu.



Po prawej potężny masyw Złej Kołaty, po lewej: Dobrej Kołaty i to właśnie jest właściwa droga na szczyt! Należy podejść a następnie strawersować kruchą i niepewną ścianę Dobrej Kołaty, aby dostać się na przełęcz. Zmęczenie daje się we znaki, do tego upał, zawroty głowy (przegrzanie) i miejsca jedynie tyle, aby postawić nogę...









Przełęcz pomiędzy Kołatami kończy najtrudniejszy odcinek na całej trasie. Nie oznacza to jednak, że nie ma tutaj żadnych zagrożeń. Należy bardzo uważać na szczeliny skalne i zasypane śniegiem wloty do... jaskiń? 





Organizm jest na skraju wytrzymałości. Pozostało jeszcze pokonanie kopuły, której ostatni fragment wieńczy grupa skalna. To zajmuje kolejne 30min.



Resztkami sił przedzieram się przez skałki obiecując sobie, że w nagrodę na ich szczycie będzie przerwa na łyk wody. Jednak po osiągnięciu celu widać wśród traw małe kopczyki. Czy to już? Podchodzę bliżej... wyłania się większy kopczyk a obok... tak! To wierzchołek! Kołata została zdobyta! 



Padam ze zmęczenia, nie mam nawet sił na to, aby cieszyć się sukcesem. wyciągam z plecaka co tylko mogę, aby uzyskać choć gram cienia. Po 10min. dochodzę do siebie, zaś od Albanii nadciągają chmury. Schodzenie tą samą drogą w deszczu jest bardzo ryzykowne, jednak nie jestem w stanie zebrać sił. Trudno... siedzę niewzruszony napawając się widokami.

Żaden szczyt nie dał mi tak w kość, jak ten. Wchodzenie tam w upale jest szaleństwem, w którym tym razem zwyciężyło doświadczenie i determinacja. Siedząc na górze i patrząc na żarzące się w słońcu szczyty, z ledwością opanowując własny oddech zrozumiałem dlaczego to, co mam przed sobą nazywa się Górami Przeklętymi O drodze na szczyt mógłbym powiedzieć jeszcze wiele, jednak żadna opowieść nie odda tego, co doświadcza się podczas tej wędrówki. Dlatego najlepiej poznać oblicze tej niepozornej góry face to face - jeśli nie z nami, to samemu  





Widok ze szczytu na Dobrą Kołatę i jednocześnie ścianę, po której wyznaczony został szlak.





.


  **************************************************
 
 
Zainteresował Cię nasz wyjazd? 
Chcesz podzielić się swoją opinią lub uzyskać więcej informacji?

Napisz:
 








Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (5 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=